
Głowa ryby #5 - Najtrudniejszym człowiekiem, którego prowadzisz, jesteś Ty
Kalendarz lidera jest zwykle pełen innych ludzi. Na spotkaniach, w rozmowach, w sprawach do załatwienia. Rzadko jest w nim miejsce dla jednej osoby, czyli dla niego samego.
Zapytaj lidera, kogo prowadzi. Wymieni zespół, dział, wspólnotę, projekt i ludzi, za których odpowiada. Prawie nigdy nie zacznie od siebie.
A powinien zaczynać właśnie od siebie.
Lider powinien poświęcać mniej więcej połowę swojej energii na prowadzenie samego siebie: swojego charakteru, swoich motywacji i sposobu działania. Resztę dzielić między przełożonych, współpracowników i zespół. Większość z nas robi odwrotnie. Prawie cała energia idzie na innych, a o siebie dbamy wtedy, „kiedy znajdzie się czas”.
Taki czas się nie znajduje.
W poprzednim odcinku pisaliśmy, że władza nie zmienia ludzi, tylko ich odsłania. Tym razem chcemy zapytać, co lider może zrobić ze sobą, zanim cokolwiek zostanie odsłonięte.
Zespół nie wzniesie się wyżej niż Ty
John Maxwell nazywa to prawem pokrywki lub pułapu. Skuteczność ludzi, których prowadzisz, rzadko przekracza poziom Twojego przywództwa. Możesz mieć zdolny zespół, dobry plan i wystarczające środki, a wszystko i tak zatrzyma się na poziomie, do którego sam dorosłeś.
To nie jest wygodna myśl. Łatwiej powiedzieć, że ludzie nie są gotowi, że brakuje zasobów albo że „takie są realia”. Czasem to prawda. Uczciwy lider zadaje sobie jednak także drugie pytanie: kogo dziś ograniczam, bo sam nie zrobiłem kolejnego kroku?
Ludzie uczą się od nas bez słów. Widzą, jak reagujemy na porażkę, czy dotrzymujemy słowa i jak mówimy o nieobecnych. Widzą też, czy sami się rozwijamy, czy tylko wymagamy rozwoju od innych. Zachowania zespołu bardzo często są odbiciem stylu lidera. Kiedy więc coś nas w zespole uwiera, warto najpierw spojrzeć w lustro.
Najpierw zaczynaj od siebie
To nie jest nowa idea. Paweł, pisząc do młodego Tymoteusza, który miał prowadzić wspólnotę w Efezie, nie zaczyna od strategii. Pisze: „Uważaj na siebie i na naukę” (1 Tm 4,16). Kolejność jest celowa. Najpierw siebie.
Ten sam Paweł pisze o sobie rzecz zaskakująco szczerą. Dba o własną dyscyplinę, „abym głosząc innym, sam nie został odrzucony” (1 Kor 9,27). Mówi to człowiek, który zakładał wspólnoty na trzech kontynentach. On też wiedział, że największym zagrożeniem dla jego służby nie są przeciwnicy z zewnątrz, tylko zaniedbania w nim samym.
Jest też scena z Ewangelii, którą łatwo przeoczyć. Apostołowie wracają z pierwszej misji pełni wrażeń i opowiadają Jezusowi, czego dokonali. Ludzi jest tylu, że nie mają nawet czasu zjeść. Jezus nie mówi wtedy: „Świetnie, to teraz jeszcze więcej”. Mówi: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco” (Mk 6,31).
Samoprzywództwo nie jest egoizmem. Jest warunkiem tego, żeby było z czego dawać innym.
Cztery lustra lidera
W jednym z programów formacyjnych dla liderów, z którego korzystamy, samoocenę oparto na czterech pytaniach-lustrach. Lider przegląda się w nich regularnie, a nie dopiero wtedy, gdy coś się posypie. Zebraliśmy je tu w prostej formie.
1. Lustro charakteru: kim jestem, kiedy nikt nie patrzy?
Czy moje sumienie jest czyste wobec Boga i ludzi?
Czy codziennie się nad tym zatrzymuję?
Czy jestem w stu procentach uczciwy, także w drobiazgach?
Czy w tym roku kocham ludzi bardziej niż rok temu, czy tylko lepiej nimi zarządzam?
2. Lustro powołania: po co to robię?
Czy wiem, do czego jestem powołany? Czy tylko reaguję na to, co przychodzi?
Czy biegnę w konkretnym kierunku, czy „biję powietrze” (1 Kor 9,26)?
Czy moja pasja jest żywa? Czy jestem już tylko zaangażowany i zmęczony?
Czy rozwijam swoje dary, czy żyję z tego, czego nauczyłem się dawno temu?
3. Lustro marginesu: ile mam w zapasie?
Czy moje tempo da się utrzymać przez kolejne pięć lat?
Czy planuję odpoczynek, czy odpoczywam dopiero, gdy organizm się upomni?
Co napełnia mój emocjonalny „zbiornik” i kiedy ostatnio to robiłem?
Co konkretnie robię, żeby „być z Nim”, a nie tylko dla Niego pracować?
4. Lustro bliskich: kto płaci za moje przywództwo?
Czy moi najbliżsi dostają ode mnie więcej niż resztki czasu i energii?
Czy wiem, czego dziś potrzebują? Czy tylko zakładam, że „rozumieją”?
To ostatnie lustro jest najbardziej niewygodne. Paweł, opisując lidera wspólnoty, stawia sprawę jasno: kto nie potrafi zadbać o własny dom, nie powinien prowadzić Kościoła (1 Tm 3,5). Nie chodzi o perfekcyjną rodzinę. Chodzi o to, że dom pokazuje nas najprawdziwiej. Tam nie działa ani tytuł, ani autorytet, ani dobra prezentacja.
Pułapki samoprzywództwa
Z pracy z liderami wiemy, że najczęściej nie brakuje im dobrej woli. Brakuje im uczciwości wobec kilku mechanizmów, które działają po cichu.
Dobre intencje zamiast realnego wpływu. „Przecież chciałem dobrze” to zdanie, którym liderzy bardzo często się usprawiedliwiają. Ludzie nie widzą jednak naszych intencji, tylko nasze zachowanie. Warto więc zapytać: gdzie mylę to, co chciałem zrobić, z tym, co naprawdę zrobiłem?
Przywództwo „na dobry dzień”. Każdy jest cierpliwy, kiedy jest wyspany. Każdy słucha, kiedy ma czas. Prawdziwy obraz pokazuje to, co robimy, gdy mamy zły dzień. Które z moich dobrych zachowań pojawiają się tylko wtedy, gdy wszystko idzie dobrze?
Improwizacja zamiast systemu. Wielu liderów rozwija się „przy okazji”: kiedy trafi się dobra książka, ciekawa konferencja albo inspirująca rozmowa. To za mało. Rozwój, którego nie zaplanujesz, zwykle się nie wydarzy.
Komfort dziś kosztem znaczenia jutro. Odkładamy trudną rozmowę, niewygodną decyzję albo pytanie, którego boimy się zadać. Na krótką metę oszczędzamy sobie bólu. Na długą metę płacą za to inni.
Rytm, nie zryw
Samoprzywództwo nie polega na jednym wielkim postanowieniu na początku roku. To rytm, czyli kilka prostych praktyk, które wracają regularnie, zanim pojawi się kryzys.
Codziennie 15 minut. Krótki przegląd dnia. Za co mogę być wdzięczny? Gdzie zachowałem się tak, jak chcę, a gdzie nie? Co zrobię inaczej jutro? W tradycji chrześcijańskiej ta praktyka ma ponad czterysta lat i nazywa się rachunkiem sumienia. W świecie biznesu mówi się na nią refleksja.
Co tydzień. Godzina tylko dla siebie z kalendarzem w ręku. Czy mój kalendarz odzwierciedla moje priorytety? Gdzie w nadchodzącym tygodniu jest miejsce na odpoczynek, na bliskich i na rozwój?
Co kwartał. Przejrzenie się w czterech lustrach: charakteru, powołania, marginesu i bliskich. Spokojnie, na piśmie, najlepiej poza biurem.
Zawsze z kimś. To najważniejsza zasada. Nikt nie widzi siebie w całości. Lider, który ocenia się wyłącznie sam, prędzej czy później zacznie stawiać sobie oceny na wyrost. Potrzebujesz mentora, towarzysza duchowego, superwizora albo przyjaciela, który zada Ci te pytania, kiedy sam będziesz chciał je ominąć.
Lider idzie pierwszy
W pierwszym odcinku tego cyklu prosiliśmy, żebyś pomyślał o najlepszym liderze, jakiego spotkałeś. Prawdopodobnie nie był to człowiek bez wad. Był to raczej ktoś, kto pracował nad sobą, zanim zaczął wymagać od innych. Przy nim było widać, że rozwój jest możliwy, bo on sam się rozwijał.
Ludzie pójdą za Tobą mniej więcej tak daleko, jak daleko sam doszedłeś. Dlatego najważniejszy krok Twojego zespołu może zacząć się od kroku, który zrobisz sam.
Na koniec kilka pytań do refleksji:
Ile procent mojej energii poświęcam na prowadzenie samego siebie?
Jakie zachowania mojego zespołu są odbiciem mojego stylu?
Które z czterech luster omijam najczęściej i dlaczego?
Co w moim rozwoju się nie wydarzy, jeśli sam tego nie zaplanuję?
Kto ma prawo zapytać mnie o to, jak naprawdę się mam?
Ryba psuje się od głowy. Ale głowa ma też tę przewagę, że może zacząć zmianę od siebie, zanim zacznie jej wymagać od reszty.
Najtrudniejszym człowiekiem, którego prowadzisz, jesteś Ty. Ale to także pierwszy człowiek, od którego zależy, dokąd zajdą inni.
Robert Plesko i Mariusz Marcinkowski
Liderzy i koordynatorzy Global Leadership Summit Polska























